Nie tak miało to wyglądać. Po ostatniej porażce drużyna Bomst liczyła na szybką rehabilitację, ale rzeczywistość okazała się brutalna. Zespół przegrał, a kibice ponownie musieli przełknąć gorycz porażki. Zawodnicy nie kryją rozczarowania i przepraszają wszystkich, którzy wierzyli w lepszy wynik.
Pierwsza połowa z obronionym karnym
Początek spotkania był wyrównany. Bomst próbował konstruować akcje ofensywne i stwarzał zagrożenie pod bramką przeciwnika, jednak brakowało precyzji w finalnym wykończeniu. Jeden z błędów w defensywie został natychmiast wykorzystany przez rywala, który schodził na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem. Warto podkreślić, że bramkarz Michał Lewandowski obronił rzut karny pod koniec pierwszej połowy, ratując zespół przed stratą drugiej bramki.
Druga połowa i lawina problemów
W szatni padły mocne słowa. Zawodnicy wiedzieli, że druga część musi wyglądać zupełnie inaczej. Niestety, zamiast odrabiania strat, Bomst szybko stracił kolejne bramki. Po nieporozumieniu między zawodnikiem a bramkarzem padł gol samobójczy, a chwilę później rywal podwyższył na 0:3. Czas uciekał, a sytuacja stawała się coraz trudniejsza.
Zryw i bramki Schustera oraz Brajera
Wtedy nastąpił zryw. Karol Schuster zdobył bramkę kontaktową, co dodało drużynie wiatru w żagle. Bomst naciskał coraz mocniej. Dawid Wójcik dograł piłkę na skrzydło do Sebastiana Brajera, którego strzał – po rykoszecie – wpadł do siatki. Zespół ruszył po wyrównanie, ale czasu było zbyt mało.
Ostatecznie Bomst przegrał, choć w końcówce nie brakowało walki i charakteru. Zostaje niedosyt i świadomość, że przy większej skuteczności oraz uniknięciu prostych błędów wynik mógłby być inny. Drużyna dziękuje kibicom za doping i przeprasza za grę. Rywalom życzy powodzenia w kolejnych meczach i zaprasza na rewanż wiosną.
Źródło: FC KLON Babimost
Fot. facebook.com

