Rocznica pierwszego alarmu
Minęły dwa lata od momentu, gdy 17 września 2024 roku strażacy z OSP KSRG Mozów otrzymali pierwsze wezwanie związane z nadchodzącą powodzią. Nikt wtedy nie przypuszczał, że ten jeden wyjazd zapoczątkuje dwa tygodnie nieprzerwanej służby, dni i nocy spędzonych na ratowaniu ludzi i ich dobytku.
Miejsca, które zapisały się w pamięci
W relacji strażaków pojawiają się nazwy miejscowości, do których docierali z pomocą: Będów, Górki Małe, Górzykowo, Cigacice, Pomorsko, Brody oraz Bródki. Każda z tych miejscowości to osobna historia, osobne zadania i kolejne godziny ciężkiej pracy. Jak sami podkreślają, powroty do domu były rzadkie – czasem wystarczały jedynie na krótką chwilę snu, a niekiedy i na to brakowało czasu.
Woda nie czekała, oni też nie
Woda nie dawała chwili wytchnienia, a strażacy nie mogli sobie pozwolić na odpoczynek. Przez dwa tygodnie byli świadkami ludzkiego strachu o domy i dorobek całego życia, ale także ogromnego zmęczenia. Jednak w tych trudnych chwilach zobaczyli coś, czego nie da się zmierzyć ani wycenić – solidarność i wzajemną pomoc.
Ktoś przyniósł jedzenie. Ktoś zrobił kawę. Ktoś podał rękę. Ktoś zapytał: „Czego jeszcze potrzebujecie?”
To właśnie takie gesty, jak podkreślają strażacy, zostają w pamięci najdłużej. Zwykłe, ludzkie odruchy okazały się bezcenne w obliczu żywiołu.
To nie tylko historia o powodzi
Dziś, patrząc na zdjęcia z tamtych dni, strażacy z Mozowa podkreślają, że to nie jest wyłącznie opowieść o powodzi. To przede wszystkim historia o ludziach – tych, którzy potrzebowali pomocy, i tych, którzy jej udzielali. O wspólnocie, która przez wiele dni trwała razem, niezależnie od zmęczenia i upływu czasu.
17 września 2024 roku nikt nie wiedział, co przyniosą kolejne dni. Dziś, po dwóch latach, strażacy przyznają, że choć czas mija, tamte wydarzenia wciąż pozostają gdzieś głęboko w pamięci.
Źródło: OSP KSRG Mozów
Fot. facebook.com

